Opublikowano dnia : 31.03.2026
Ingrid Różyło-Kalinowska
SPECJALISTA RADZI
„Zdjęcie przylegające” i „aparat punktowy” – czy te określenia są poprawne?
Praca recenzowana
Ingrid Różyło-Kalinowska
Co to właściwie jest zdjęcie radiowizjograficzne i czym różni się od innych zdjęć rentgenowskich w stomatologii, w tym od zdjęcia zębowego oraz czy w przypadku tego ostatniego możemy używać określenia „zdjęcie przylegające”? Planuję zakup aparatu rentgenowskiego do gabinetu stomatologicznego, więc zapoznałam się z oferta i zauważyłam, że aparaty nazywają się często „punktówka” lub „aparat punktowy”. Czy są to właściwe określenia?
W praktyce klinicznej określenie „zdjęcie radiowizjograficzne” bywa używane jako skrót myślowy na cyfrowe zdjęcie wewnątrzustne, ale z punktu widzenia poprawnego nazewnictwa (zwłaszcza w piśmie fachowym) to sformułowanie jest nieprecyzyjne i warto go unikać. Dlaczego? Określenie RVG (ang. RadioVisioGraphy) historycznie odnosiło się do konkretnego rozwiązania/systemu – pierwszych sensorów i zestawów do cyfrowej radiografii wewnątrzustnej rozwijanych i komercjalizowanych jako RVG (m.in. RVG 25000 firmy Trophy) i do dziś funkcjonuje w obiegu także jako nazwa handlowa/marketingowa. W efekcie słowo „radiowizjograficzne” opisuje raczej rodzinę rozwiązań cyfrowych/sensorowych, a nie sam typ zdjęcia rozumiany klinicznie (projekcja/technika). W diagnostyce stomatologicznej rozróżniamy przede wszystkim rodzaj zdjęcia (projekcję), a dopiero w drugiej kolejności rodzaj detektora (analogowy – film; cyfrowy – sensor lub płytka pokryta fosforem magazynującym). Wśród zdjęć wewnątrzustnych wyróżnia się zdjęcia zębowe, skrzydłowo-zgryzowe i zdjęcia zgryzowe, natomiast przy opisie zdjęcia można dodać informację, że zostało wykonane przy użyciu detektora cyfrowego. Jeśli dopuścimy do użytku kategorię „zdjęcie radiowizjograficzne” jako synonim radiogramu cyfrowego, to mieszamy dwa różne porządki: projekcję/technikę z detektorem/technologią rejestracji. I faktycznie – konsekwentnie musielibyśmy wtedy zacząć tworzyć hybrydowe określenia, takie jak na przykład „pantomogram radiowizjograficzny”, które brzmi nielogicznie, bo pantomogram jest nazwą badania/projekcji, a określenie RVG dotyczy wewnątrzustnych detektorów cyfrowych.
Określenie „zdjęcie przylegające” w odniesieniu do zdjęcia zębowego nie jest terminem poprawnym i nie powinno być stosowane w języku fachowym, mimo że funkcjonuje w obiegu potocznym. Pojęcie „przylegania” najpewniej pochodzi z nauczania techniki izometrii Cieszyńskiego, w której detektor promieniowania (film lub sensor) rzeczywiście powinien być umieszczony jak najbliżej badanego zęba, często niemal do niego „przylegając”. W tym ujęciu bliska relacja detektor–ząb jest elementem geometrii badania, mającym na celu ograniczenie zniekształceń obrazu. „Przyleganie” nie definiuje natomiast rodzaju zdjęcia, a jedynie – bardzo nieprecyzyjnie – sposób ułożenia detektora w jednej z technik wykonania radiogramu. Nazwa zdjęcia powinna odnosić się do projekcji i zakresu anatomicznego (np. zdjęcie zębowe), a nie do domniemanego położenia detektora. Ponadto współcześnie standardem jest technika kąta prostego (kalka z języka angielskiego: technika równoległa), w której detektor promieniowania z założenia nie przylega do zęba. Wręcz przeciwnie – w technice tej detektor jest odsunięty od zęba i ustawiony równolegle do jego długiej osi, a prawidłową geometrię zapewnia odpowiednia kolimacja i prostopadły przebieg wiązki centralnej. Jedynym realnym wyjątkiem klinicznym, gdzie detektor bywa rzeczywiście blisko powierzchni zęba, są zdjęcia dolnych zębów trzonowych, wynikające z ograniczeń anatomicznych dna jamy ustnej, jest to jednak wyjątek, a nie zasada. Używanie określenia „zdjęcie przylegające” sugeruje, że przyleganie detektora jest cechą definiującą zdjęcie zębowe, co jest nieprawdą i powoduje, że lekarze zaczynają utożsamiać poprawność techniki z fizycznym kontaktem detektora z zębem, zamiast z prawidłową geometrią ekspozycji.
Jakie nazewnictwo więc stosować? W języku fachowym właściwym określeniem jest „zdjęcie wewnątrzustne zębowe”, które można ewentualnie doprecyzować jako wykonane techniką kąta prostego lub techniką izometrii (jeśli ma to znaczenie dydaktyczne lub metodologiczne). Z kolei nazwa „zdjęcie okołowierzchołkowe” stało się terminem zwyczajowym, a przez to – normatywnie dopuszczalnym, mimo że jego pochodzenie jest kalką z języka angielskiego (periapical radiograph). Polska radiologia i stomatologia historycznie nie potrzebowały tego terminu, bo funkcjonowały określenia opisowe, związane z zakresem zdjęcia, a nie z jedną strukturą anatomiczną. Nazwa „okołowierzchołkowe” zawęża myślenie diagnostyczne, sugerując, że istotna jest tylko okolica wierzchołka – co nie zawsze jest zgodne z celem badania. Wynika to z faktu, że na prawidłowo wykonanym zdjęciu zębowym powinniśmy widzieć 3-4 mm tkanek okołowierzchołkowych. I tak było, dopóki do rejestracji obrazu używano wyłącznie filmów rentgenowskich o wymiarach 3 x 4 cm. Współczesne sensory zawierające półprzewodniki mają z reguły mniejsze wymiary niż taki film, a dodatkowo ich obszar aktywny jest jeszcze mniejszy z uwagi na konieczność zastosowania plastikowej obudowy elementów półprzewodnikowych. Tak więc jeżeli na radiogramie mają być widoczne korony zębów, to może się zdarzyć, że obrazy wierzchołków korzeni i okolice okołowierzchołkowe nie będą na takim radiogramie ujęte.
Określenie „aparat punktowy” w odniesieniu do aparatu RTG do zdjęć wewnątrzustnych jest rozpowszechnionym skrótem myślowym, jednak z punktu widzenia fizyki promieniowania jonizującego i zasad tworzenia obrazu rentgenowskiego jest niepoprawne i mylące, bowiem źródło promieniowania nie jest punktowe. Promieniowanie rentgenowskie powstaje w ognisku lampy RTG, które zawsze ma skończone, mierzalne wymiary. Nawet w nowoczesnych aparatach stomatologicznych najmniejsze ognisko dostępne obecnie na rynku ma średnicę około 0,3 mm. Taka wartość może być korzystna diagnostycznie, ale nie spełnia definicji źródła punktowego, które w sensie fizycznym miałoby zerowy rozmiar. Określenie „punktowy” opisuje zatem jedynie teoretyczną idealizację, a nie realne urządzenie kliniczne. Rozmiar ogniska lampy RTG ma bezpośredni wpływ na tzw. nieostrość geometryczną obrazu (penumbrę). Im większe ognisko, tym większe rozmycie krawędzi struktur anatomicznych, wynikające z faktu, że promienie nie wychodzą z jednego punktu, lecz z obszaru o określonej powierzchni. Nawet przy ognisku 0,3 mm nieostrość geometryczna istnieje i jest zjawiskiem nieusuwalnym – można ją jedynie minimalizować poprzez odpowiednią geometrię badania (małe ognisko; możliwie duża odległość ognisko–detektor; mała odległość obiekt–detektor). Sam ten fakt jednoznacznie pokazuje, że mówienie o „aparacie punktowym” nie ma uzasadnienia fizycznego. W radiologii aparaty nie są klasyfikowane według rzekomej „punktowości” źródła promieniowania, lecz według zastosowania klinicznego i geometrii obrazowania. Aparat do zdjęć wewnątrzustnych, pantomograf czy aparat CBCT wykorzystują lampy RTG o ognisku skończonym – różnice między nimi dotyczą sposobu ekspozycji, ruchu układu lampa–detektor oraz rodzaju rejestrowanego obrazu, a nie charakteru źródła jako „punktowego” lub „niepunktowego”. Używanie określenia „aparat punktowy” utrwala uproszczony i nieprawidłowy obraz podstaw radiologii, zwłaszcza wśród studentów i lekarzy w trakcie szkolenia. Termin ten nie funkcjonuje w piśmiennictwie naukowym ani w zaleceniach radiologicznych i nie wnosi informacji diagnostycznej. W piśmiennictwie specjalistycznym zaleca się natomiast stosowanie nazw, które opisują rzeczywiste funkcje urządzeń, takich jak: aparat RTG do zdjęć wewnątrzustnych, stomatologiczny aparat rentgenowski wewnątrzustny, ewentualnie: aparat RTG do zdjęć zębowych (w kontekście klinicznym).
prof. dr hab. Ingrid Różyło-Kalinowska
Zakład Rentgenodiagnostyki Stomatologicznej i Szczękowo-Twarzowej
Uniwersytet Medyczny w Lublinie
Źródło zdjęcia:
.