Niezapomniane spotkanie z Ojcem Świętym

Emigracja polska u Jana Pawła II
2-3 maja 1979 roku

 

Mijały ostatnie miesiące 1978 roku, po wyborze kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową w poniedziałek 16 października. Każdy wiedział, że są Mu one potrzebne, by poznać zwyczaje, tradycje i wejść w rytm spraw Watykanu. Było wiadomo, że Polacy z Polski nie mogą do Niego przyjechać, bo ludowa władza nie wyda im paszportów. Domyślaliśmy się też, że Jan Paweł II na pewno czyni starania, by przyjechać do Kraju – tak na emigracji nazywa się Polskę, a słowo to pisze się zawsze dużą literą, to jasne: do Kraju tego, gdzie kruszynę chleba, podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów Nieba – tęskno mi, Panie. Ale my, Polacy mieszkający w wielu różnych państwach na wszystkich kontynentach, niecierpliwiliśmy się – przecież najwyższy już czas pojechać i okazać Papieżowi naszą radość, naszą dumę, że jeden z nas zasiadł na Stolicy Piotrowej. Duszpasterzem emigracji polskiej w tym czasie był biskup Władysław Rubin, późniejszy kardynał, pochowany w konkatedrze w Lubaczowie. To on odbierał setki telefonów z prośbą, by „załatwił” audiencję. I tak wykiełkował termin – maj 1979 roku, by spotkanie z Ojcem Świętym dodatkowo wzbogacić rocznicowymi obchodami 35-lecia zwycięskiej polskiej bitwy pod Monte Cassino, a także uczcić 900. rocznicę męczeńskiej śmierci biskupa Stanisława ze Szczepanowa. Przyjechali na nie Polacy nie tylko z całej Europy, USA i Kanady ale też z Afryki, z Chile i Argentyny, a nawet z dalekiej Australii i Tasmanii.

Pierwsze chwile Jana Pawła II na Stolicy Piotrowej.

Aula Pawła VI z lotu ptaka.

Wnętrze Auli Pawła VI.

W tym czasie mieszkałem w Sztokholmie i na jego przedmieściu, w starym protestanckim kościele w Tyresö, odkryłem ołtarz wywieziony w całości z Polski podczas potopu szwedzkiego. W dolnej części ołtarza znajduje się namalowany na dwóch deskach obraz przedstawiający moment zabójstwa bp. Stanisława. W 1979 roku przypadała właśnie 900. rocznica tego tragicznego zdarzenia. Rozpocząłem starania o wyjazd do Rzymu z myślą, by wypożyczyć od Szwedów obraz i pokazać go Papieżowi.

Jan Paweł II w Auli Pawła VI.

Ołtarz główny w Tyresö na przedmieściach Sztokholmu.

Jan Paweł II w Lubaczowie, 3 czerwca 1991 roku.

Napisałem pismo do Riksantykvarieämbete, urzędu mającego uprawnienia do wydawania zgody na wywóz dzieł sztuki i zabytków poza granice Szwecji. Niestety odpowiedź była odmowna, z uzasadnieniem, że podczas podróży – do Włoch i z powrotem – obraz może ulec uszkodzeniu. Pocieszająca była informacja, że jeśli Polacy w Szwecji kupią własny kościół (istniała i jest nadal szansa zakupienia go za symboliczną 1 koronę!) – wówczas mogą otrzymać oryginał obrazu w zamian za sporządzenie jego kopii. Zrobiłem więc serię zdjęć i dwa najlepsze zabrałem ze sobą do Watykanu, wcześniej informując bp. Rubina o chęci wręczenia Papieżowi zdjęcia i opowiedzenia historii obrazu oraz sfilmowania głównych fragmentów audiencji na taśmie 8 mm.

Audiencja, która odbyła się 2 maja w auli Pawła VI, rozpoczęła się z opóźnieniem. W tym czasie, dzięki bp. Rubinowi, uzyskałem od ks. prałata Stanisława Dziwisza akredytację prasową, która umożliwiła mi zajęcie miejsca dla prasy na niewielkim podium, po prawej ręce siedzącego Papieża, w odległości zaledwie 10 metrów od Niego. Gdy u góry schodów rozdzielających całą salę na dwie równe części podzielone na sektory pojawił się Papież, nastąpiła eksplozja radości. Papież schodził 5 metrów prawą stroną schodów i wracał do góry, by zejść z lewej strony, witając się z wszystkimi, którym udało się przecisnąć do bariery. Nigdy nie myślałem, że przejście 60 metrów może zabrać 45 minut!

Lubaczów.

Powitał nas słowami, które pamiętam do dziś: Witam was w Watykanie, aż strach powiedzieć – we własnym domu. Po chwili, mówiąc o Polsce, powiedział: Polska to nasza MATKA! Polska jest dziś w potrzebie i pamiętajcie, że większą radość czuje ten, kto może dać coś drugiemu, niż od niego dostać”. Biskupi z Polski, a było ich zaledwie kilku, z kardynałem Stefanem Wyszyńskim, siedzieli obok Ojca Świętego. Wówczas po raz pierwszy zobaczyliśmy świeżo mianowanego bp. Glempa, sekretarza kardynała Wyszyńskiego. Po przemówieniu Ojciec Święty przywitał się z członkami Rządu RP na Uchodźstwie, a następnie z harcerzami. Gdy wracał na podium, byłem ostatnim uczestnikiem audiencji, do którego podszedł. Wręczyłem Mu zdjęcie obrazu z Tyresö, opowiedziałem krótko, co przedstawia i gdzie się znajduje, a On powiedział: Szkoda, że nie pozwolili mi go zobaczyć... A na drugim zdjęciu otrzymałem papieski autograf¬ sygnaturkę. Stał się dla mnie relikwią.

Moje wrażenie – Ojciec Święty był pełen życia, energii, mówił dobitnie i prosto, formułował swe myśli bez zbędnych słów, wydłużał je lub skracał i akcentował tak, że zapadały na zawsze w pamięć, koncentrował się w pełni na tym, co mówił, lub na swoim rozmówcy

Następnego dnia odbyliśmy podróż do Monte Cassino. Dopiero patrząc ze wzgórza, na którym stoi klasztor, można zrozumieć jego kluczową rolę podczas drugiej wojny światowej. Monte Cassino musiało być zdobyte, aby otworzyć aliantom drogę do Rzymu. Odwracając się w drugą stronę, widzimy Polski Cmentarz Wojenny w przepięknym kształcie – kielicha ofiarowania. Gdy przyjechaliśmy, miejsca dyplomatyczne, rządowe czy dla gości specjalnych, np. małżonki i córki gen. Andersa, były już zajęte. Ale mnie, z akredytacją dziennikarską, bez problemu udało się dotrzeć w pobliże Tadeusza Nowakowskiego, redaktora Radia Wolna Europa, który na żywo relacjonował przebieg uroczystości 35. rocznicy zwycięskiej bitwy – mogłem więc słuchać, widzieć i filmować.

Pomnik u wejścia na Cmentarz Poległych w bitwie o Monte Cassino.

Polski Cmentarz Wojenny na Monte Cassino.

Grób gen. Władysława Andersa na Monte Cassino.

Tak się złożyło, że staliśmy razem za barierką, dosłownie o metr od delegacji ludowego Wojska Polskiego. Składała się ona z dwóch generałów i pułkowników stojących w pierwszym rzędzie, dwóch pułkowników i majorów w drugim rzędzie oraz czterech kapitanów w rzędzie trzecim. Nadleciał helikopter Papieża. Za chwilę papież Polak Jana Paweł II miał odprawić swoją pierwszą mszę świętą na tym cmentarzu.
W chwili gdy Ojciec Święty podchodził do ołtarza, z trzeciego rzędu wyskoczył przed generałów najmniejszy z kapitanów – pewnie oficer polityczny – może 155 cm wzrostu, krzywonogi, z nosem jak szabla kawaleryjska – i zawołał: klękać nie klękamy, żegnać się nie żegnamy, po czym natychmiast wrócił na swoje miejsce. Zaniemówiłem. Jak to, czy taki może rozkazywać generałom? Czekałem w napięciu, co będzie dalej. Obok stali oficerowie z USA, Francji, Anglii i Włoch. Jak zachowają się nasi – czy będą stać, gdy wszyscy klękną? I przyszedł ten moment, wszyscy zgromadzeni uklękli – nasi generałowie też uklękli, za nimi pułkownicy i majorowie, a na koniec reszta, z krzykaczem włącznie. Schował głowę w ramiona ze wstydu. Gdy wszyscy zrobili znak krzyża – nasi też. Popatrzyłem na nich z sympatią. Polskość i tradycja wzięły górę nad bzdurną doktryną.

Malarska wizja świętego Jana Pawła II.

Przeszedłem obok wszystkich grobów, czytałem wszystkie nazwiska, większość poległych pochodziła z okolic Równego, Łucka, Tarnopola, Lwowa, Drohobycza czy Zaleszczyk... Leży ich tam około 1050. W 1970 roku dołączył do Swoich Żołnierzy gen. Władysław Anders – taka była Jego ostatnia wola.
W drodze powrotnej poznałem Alfreda Schűtza. To on napisał muzykę do Czerwonych maków, jak podkreślał – w jedną noc! Poznałem również inżyniera z RPA, który z dumą opowiadał o swoim wynalazku – „urządzeniu” zmieniającym węgiel kamienny w ropę! Zapytałem: dlaczego nie jedzie Pan z tym do Polski? – Po co, żeby mnie tam wsadzili? – odparł. Pan Alfred też się tego obawiał, argumentując: Skoro Generałowi odebrali obywatelstwo, to ze mną mogą wszystko zrobić!...

Mój amatorski film z Rzymu, Watykanu i Monte Cassino pokazałem potem Polakom w Sztokholmie i Västerås.

Konkatedra w Lubaczowie.

* * *

Miesiąc później, Ojciec Święty Jan Paweł II przybył po raz pierwszy z pielgrzymką do Polski. Na placu Piłsudskiego w Warszawie wypowiedział słowa, które nas wszystkich i w Polsce, i na emigracji zmieniły, dodały nam odwagi i były tysiące razy powtarzane w mediach: Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi! Mnie natomiast pozostały w pamięci również te rzadziej przywoływane: Żaden naród nie może rozwijać się za cenę podboju, zniszczenia, gwałtu i wykorzystania drugiego narodu... (Auschwitz, 1979 r.). To znaczy także, przenosząc tę myśl na nasze codzienne sprawy, że nikt nie powinien się bogacić kosztem zaorania miedzy swojego sąsiada, I jeszcze słowa wypowiedziane podczas tej samej pielgrzymki w Krakowie: Wy macie przenieść ku przyszłości to całe olbrzymie doświadczenie dziejów, któremu na imię Polska, w nowe tysiąclecie. Każdy z nas na miarę swej wiedzy i swego doświadczenia...

Grób Jana Pawła II w Grotach Watykańskich.

* * *

Gdy Jan Paweł II odszedł do Domu Ojca, byłem we Wrocławiu, w którym przeprowadziłem 10-godzinny kurs dla lekarzy dentystów. Mimo to przez całą drogę do Narola (ok. 600 km) nie czułem zmęczenia i przejechałem ją, słuchając programu I Polskiego Radia, z uczuciem dławienia w gardle. Do dziś nie daje mi spokoju myśl – dlaczego kard. Glemp nie zrobił wszystkiego, co możliwe, by nasz ukochany Ojciec Święty wrócił do nas, na Wawel?

dr n. med. Jan Zuchowski
Narol

 

 

Twoja ocena: Brak Ocena: 5 (1 głos(ów))