Cuda Meksyku. Smaki i zapachy Meksyku – czyli od Puebli do Oxaci

Mariusz Lipski

Pogoda dopisywała, więc podróż do Choluli minęła dość szybko. W XVI wieku także tu dotarli Hiszpanie, którzy miasto doszczętnie splądrowali i prawie całkowicie spalili, a na znak swojego zwycięstwa wybudowali na porośniętym trawami wzgórzu kościół. Wybór miejsca pod budowę świątyni nie był przypadkowy, stąd bowiem rozpościera się przepiękny widok na trzy wulkany, a jeden z nich – czynny wulkan Popoacatepetl (5452 metrów n.p.m.) dumnie prezentuje swój ośnieżony, wciąż dymiący wierzchołek. Budowniczowie nie mieli pojęcia, że wznoszą sanktuarium na jakiejś budowli. Jeszcze do niedawna (XIX w.) mieszkańcy miasta wydobywali ze wzgórza kamienie, których używali do budowy domów. Kiedy sprawą zainteresowali się archeolodzy, stwierdzili ze zdumieniem, że ludzie nie kują skał, lecz rozbierają jakąś budowlę.

Tak natrafiono na ruiny Wielkiej Piramidy, która objętościowo jest największą strukturą wybudowaną przez człowieka. Dziś wzgórze Tepanapa jest jednym ogromnym stanowiskiem archeologicznym. Podczas prac wykopaliskowych, które trwają po dziś dzień, archeolodzy natrafiają na kilometry doskonale zachowanych korytarzy, wciąż odkrywając kolejne tajemnice tamtych czasów. Dzięki tym badaniom można bardzo precyzyjnie odtworzyć proces powstawania Wielkiej Piramidy. W dawnym Meksyku, na zakończenie każdego cyklu kalendarzowego, który przypadał co 52 lata, niszczono zabytki, by wymazać mijającą epokę i rozpocząć wszystko od początku. Tak też było z piramidami. Co pół wieku „odnawiano” je w ten sposób, że na istniejącej piramidzie wznoszono kolejną, która była fundamentem następnej. I tak przez kilka stuleci. Obecnie można już nie tylko podziwiać jedno odsłonięte i zrekonstruowane zbocze, ale także przejść tunelami wewnątrz piramidy.

Sanktuarium Matki Boskiej Nieustającej Pomocy wzniesione przez konkwistadorów na szczycie Wielkiej Piramidy.

W Choluli miałem tez okazję skosztować chapulines. Ten lokalny przysmak, serwowany tu na niemal każdym straganie, to nic innego jak suszone koniki polne, które smakują niczym chrupiące chipsy. Zawierają w sobie dużo białka, więc są ważnym i tanim elementem lokalnej diety. Jest to jednak przede wszystkim źródło dochodu dla całych rodzin, a nawet firm, które zajmują się zbiorem, przetwarzaniem i sprzedażą tej niepowtarzalnej przekąski.

Dziś Cholula jest przedmieściem Puebli, czyli Miasta Aniołów, założonego przez hiszpańskich osadników jako centrum religijne i przeciwwaga dla prekolumbijskiej Choluli, która zresztą zaraz potem straciła na znaczeniu. W odróżnieniu od większości meksykańskich miast Puebla nie została wzniesiona na ruinach indiańskich osiedli. Obecnie można tu obejrzeć ponad 70 przepięknie zdobionych kościołów, z których najokazalszym jest elegancka i majestatyczna katedra z najwyższymi w całym Meksyku dzwonnicami. Z tego powodu Puebla zwana jest także Watykanem Meksyku. Spacerując, napotykamy bajeczne kamieniczki zdobione ceramicznymi płytkami i rzeźbami, które są prawdziwym skarbem miasta. Atrakcją miasta jest też ulica Cukierkowa, na której znajdują się sklepiki ze słodyczami. Zapach słodkości rozchodzi się na całą dzielnicę, kusząc i zachęcając do zakupów. W Puebli mieszka bardzo dużo młodzieży, dla której utworzono 20 uniwersytetów. To oni nadają rytm miastu, w którym życie toczy się przez cały dzień i noc. W Puebli warto też odwiedzić targ, a na nim zakupić przede wszystkim przepiękne, bogato zdobione wyroby z ceramiki, wytwarzanej tu od początku istnienia miasta. Ceramika jest tu obecna na każdym kroku w postaci kafli, waz, doniczek czy figurek.

Sprzedawane na straganach różnych rozmiarów chapulines cieszą się sporym zainteresowaniem turystów.

Oprócz niezwykłej panoramy miasta, ze szczytu można obserwować okazały i wciąż dymiący wulkan Popoacatepetl.

Wszystkie uliczki w Puebli przecinają się pod kątem prostym, a makieta miasta wygląda niczym szachownica.

Dzwony na wieży katedralnej są dumą nie tylko mieszkańców Puebli, ale całego Meksyku.

Po południu odwiedziliśmy jeszcze miasto Oaxaca. Założone u zbiegu siedmiu dolin indiańskie miasto jest jednocześnie stolicą stanu o tej samej nazwie, który należy do najuboższych regionów Meksyku. Zniszczona przez erozję gleba nie pozwala rolnikom utrzymać się z roli, dlatego zaczęli zajmować się rzemiosłem i wciąż rozwijają tę dziedzinę. Region słynie z bardzo dobrych wyrobów z ceramiki, drewna czy tkanin, dlatego warto odwiedzić lokalny sklep i kupić jakąś pamiątkę. Turystyka rozwija się w zasadzie wyłącznie w stolicy stanu. Podążają tu całymi rodzinami, nieraz przez kilka dni, mieszkańcy z całego regionu, aby na jednym z bardzo wielu targowisk sprzedać swoje wyroby rękodzielnicze. Wielu z nich śpi na ulicy, by wcześnie rano pojawić się w okolicach hoteli z nadzieją na spotkanie hojnego turysty. Już kilkuletnie dzieci oferują do sprzedaży kolorowe laleczki, korale czy też ręcznie malowane lub tkane obrazki. Ceny są tak niskie, że aż nie wypada się targować.

Tak powstaje czekolada.

Tuż przy hali targowej, mieści się sklep z czekoladą. Można tu nie tylko spróbować i kupić tę lokalną specjalność, ale także zobaczyć jak się ją wytwarza, mieląc ziarna kakaowca i mieszając z wanilią, cynamonem czy migdałami.

Na jednej z kamienic znajdują się ułożone z płytek ceramicznych karykatury dawnych rajców miejskich. W ten sposób właściciel domu zemścił się na nich za podanie go do sądu z powodu wybudowania okazałej kamienicy.

W drodze do Oaxaci mogliśmy podziwiać przepiękne, charakterystyczne dla Meksyku rośliny i krajobrazy.

Kilka kilometrów od Oaxaci, na wysokości ok. 2000 metrów n.p.m. oraz dodatkowo na 400-metrowym wzgórzu, znajdują się ruiny Monte Albán – dawnego centrum kulturalnego cywilizacji prekolumbijskich. Najstarsze, związane z wpływami olmeckimi świątynie pochodzą aż z szóstego wieku przed naszą erą. Widoczne na kamiennych płytach płaskorzeźby przedstawiają „tancerzy” o rysach olmeckich, w nietypowych pozach i z zamkniętymi oczami. Zdaniem archeologów wyobrażają one rytualny taniec lub ofiary składane bogom bądź też pokonanych wrogów. Inni badacze uważają, że są to zawodnicy w grze w piłkę lub osoby ułomne. Nie są więc zgodni co do znaczenia tej płaskorzeźby, przez co jest to jedna z nierozwiązanych zagadek archeologicznych tego miejsca. Monte Albán zamieszkiwali także Zapotekowie, którzy wokół Wielkiego Placu wznieśli wiele dużych, masywnych świątyń oraz innych budowli, jak chociażby zbudowane na planie trójkąta obserwatorium astronomiczne. Charakterystyczne dla tego miejsca są też bardzo szerokie schody (niekiedy 43-metrowe). Właśnie z tego okresu pochodzi większość budowli, które można dziś podziwiać.

Wielki Plac – z charakterystyczną dla Monte Albán rozłożystą zabudową.

Monte Albán porasta mieszanina roślin pochodzących z różnych stref klimatycznych, pośród których przemykają płochliwe kolibry. Ciekawe, ile jeszcze obiektów skrywa ta bujna roślinność wokół strefy archeologicznej.

Bujna roślinność otacza strefę badań archeologicznych.

Tuż przed przybyciem Hiszpanów miejsce to zamieszkiwali jeszcze Mistekowie, ale był to schyłek rozwoju miasta, które powoli zaczęło się wyludniać, przez co ożywienie było niewielkie. Monte Albán zaczęło pustoszeć już ok. 700 roku, kiedy to Zapotekowie przenieśli się do pobliskiej Mitli, która stała się ich nowym ośrodkiem religijnym, a przez to kolejnym punktem mojej wędrówki. Do dziś przetrwały tu unikatowe w całym Meksyku kamienne budowle z mozaikami – które są największym skarbem tego miejsca. W X wieku rozpoczął się upadek Mitli, która w przeciwieństwie do innych miast była zamieszkiwana jeszcze przez kilkadziesiąt lat po hiszpańskim podboju.

Zdobienia ścian pałacu Zapoteków w Mitli.

Fragment Dziedzińca Mozaikowego. Każdy element mozaiki był ciosany w kamieniu, dopasowywany do całości, wklejany w zaprawę murarską w ściśle określone miejsce w ścianie, a następnie malowany. Można się dopatrzyć 14 wzorów geometrycznych, które m.in. symbolizowały niebo, ziemię czy też upierzonego węża.

„Tancerze” – najstarsze elementy wzgórza Monte Albán pochodzą z czasów Zapoteków (VI w p.n.e.). Hieroglify, którymi zapisano daty i imiona, to najstarsze pozostałości pisma odnalezione w Meksyku.

W okresie kolonialnym na jednej z platform Hiszpanie, zgodnie ze swoim zwyczajem, zbudowali czterokopułowy kościół, który dziś góruje nad budowlami Zapoteków.

Kościół z czasów kolonialnych.

W okolicach Mitli zobaczyliśmy ciekawostkę botaniczną. Jeśli wierzyć lokalnemu przewodnikowi, to rosnący tu od ponad 2000 lat cyprys, o przeszło 50-metrowym obwodzie pnia, jest jednym z największych drzew na świecie, a na pewno największym z wszystkich drzew rosnących na obu amerykańskich kontynentach.

Wspaniały ponad 2000-letni cyprys.

Stan Oaxaca to także światowa stolica produkcji meskalu – narodowej wódki meksykańskiej, której historia rozpoczęła się wraz z przybyciem tu hiszpańskich konkwistadorów. Produkuje się ją z ok. 20 odmian agawy zielonej, a każda z nich nadaje inny smak i zapach temu trunkowi. Odmianą meskalu jest znana na całym świecie tequila – tę jednak sporządza się wyłącznie z jednego gatunku agawy niebieskiej, która rośnie w regionie Tequila. Ponadto destylat do produkcji meskalu sporządza się z całego rdzenia agawy, a w przypadku tequili wyłącznie z jej sfermentowanego soku.

Gdy agawa jest dojrzała (ok. 6-8 lat), odcina się liście, a rdzeń gotuje przez 3 dni w specjalnych kamiennych paleniskach, a następnie mieli. Uzyskaną masę umieszcza się w kadziach, w których przez 2 tygodnie odbywa się naturalna fermentacja, a następnie kilkuetapowa destylacja.

Mieszkańcy kładą duży nacisk na tradycyjny sposób produkcji meskalu. Pomagają im w tym również władze Meksyku, które powołały specjalne instytucje, a te z kolei przepisy i normy w celu kontrolowania całego procesu wytwarzania trunku, począwszy od sposobu uprawy agawy, a kończąc na dystrybucji gotowego alkoholu. Ta troska wydaje się uzasadniona, meskal czy tequila należą bowiem do najbardziej znanych i chętnie spożywanych alkoholi na świecie. Niemal każda wioska ma swoją własną wytwórnię meskalu, a znawcy po smaku bez problemu odróżniają jego pochodzenie.

W celu zapewnienia oryginalności oraz – podobno – nadania trunkowi lepszego smaku, do butelek z meskalem wrzuca się „robaka”, czyli żerującą na agawach gąsienicę motyla. W rzeczywistości pływająca na dnie butelki poczwarka pojawiła się w latach 40. w celach marketingowych, co zresztą było znakomitym pomysłem, gdyż obecnie meskal jest rozpoznawalny na świecie po tym osławionym dodatku. Robaka dodaje się tylko do meskalu z rejonów Oaxaci i nigdy do tequili, która, zresztą zasłużenie jest uznana za najbardziej szlachetną odmianę tego trunku.

Miejscowa wytwórnia meskalu.

 

 

Brak głosów