Cuda Meksyku. Jukatan – kolonialne perełki i ślady cywilizacji Majów
Mariusz Lipski Kolejnym celem naszej podróży jest półwysep Jukatan, który stał się nieco zamerykanizowaną częścią Meksyku, przez co bardzo się różni od biednego indiańskiego stanu Chiapas, który właśnie opuściliśmy. Karaibskie białe plaże przyciągają rzesze turystów z całego świata. Ale i tu można zobaczyć wiele ciekawych miejsc, w tym również pozostałości cywilizacji Majów.
Przepiękna kolonialna zabudowa ... My rozpoczęliśmy zwiedzanie od Campeche – miasta piratów, będącego jednocześnie stolicą stanu o tej samej nazwie. Zostało założone przez Hiszpanów i dość szybko stało się głównym miastem portowym na Jukatanie. Równie szybko Champeche przyciągnęło też uwagę korsarzy, którzy po raz pierwszy napadli na nie w niespełna 6 lat od jego założenia. Piraci nie ograniczali się do wypływających z portu statków, ale dokonywali także krwawych najazdów na samo miasto. Aby chronić je przed nieproszonymi gośćmi, wybudowano grube, prawie 3-metrowe mury obronne. Bastiony oraz potężne armaty broniły dostępu do Champeche od strony morza i lądu. Duża część tych umocnień pozostała do dziś w nienaruszonym stanie i jest główną atrakcją tego miejsca, a całe miasto ze względu na swój kolonialny charakter zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Po prawie 200 latach ciągłego strachu korsarze zostali ostatecznie pokonani. Dziś miasto zachwyca niską, kolorową zabudową. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że zostało tak pięknie wymalowane na jakiś karnawał. Nawet jeśli niektóre z domów są już nieco podupadłe, to z zewnątrz mury lśnią jaskrawymi barwami, a detale fasad zachwycają nawet wybredne oko. Tu wyrabia się też słynne kapelusze panama – eksportowy hit Campeche.
... oraz liczne okazałe rezydencje są świadectwem okresu świetności Champeche.
Plac przed katedrą jest obecnie centrum kulturalnym miasta. Tu, w cieniu drzew, spotykają się mieszkańcy Campeche, aby porozmawiać, odpocząć bądź wysłuchać koncertu.
Działka i pozostałości przed murami obronnymi przypominają o tragicznych losach miasta. Drugim miastem, które w okresie kolonialnym było ważnym, a może i najważniejszym ośrodkiem regionu, jest Merida – nazwana przez mieszkańców „Paryżem Nowego Świata” – obecnie stolica stanu Jukatan. W drodze do Meridy mogliśmy podziwiać jeszcze niezagospodarowane, białe plaże Zatoki Meksykańskiej. Podobno na początku XX w. Meridę zamieszkiwało najwięcej milionerów z całego Meksyku. Było to związane z zyskami, jakie miasto czerpało ze sprzedaży sizalu wykorzystywanego do produkcji lin. Dziś pozostały po nich wielkie rezydencje, place, parki i pomniki. Aby je obejrzeć, wybraliśmy się na przejażdżkę dorożkami. Czasami Merida była nazywana „Białym Miastem” ze względu na kolor fasad i dekoracji budynków. Biel dominuje również w ubiorach jej mieszkańców.
Dziewicze, jeszcze niezagospodarowane plaże nad Zatoką Meksykańską. Po nocy spędzonej w starym, ale przepięknym i utrzymanym w iście królewskim klimacie hotelu w Uxmal udaliśmy się na zwiedzanie kolejnej strefy archeologicznej w Meksyku. Wyruszyliśmy wczesnym rankiem, kiedy nie dokuczało jeszcze słońce, a pokrywająca trawę rosa oraz cisza nadawały temu miejscu niezwykłą aurę tajemniczości. Tu, pośród soczystej zieleni i traw, znajdują się ruiny miasta założonego przez Majów równo 1000 lat temu. Obok Chichen Itzy, którą odwiedzimy niebawem, było to główne miasto tej cywilizacji z okresu tzw. Nowego Państwa. Majestatyczne budowle zachwycają staranną architekturą i wykończeniem, chociaż funkcja niektórych z nich jest do dziś niewyjaśniona. To Hiszpanie nadali tym budynkom dziwaczne nazwy, kierując się głównie ich wyglądem (Czworokąt Mniszek, Gołębnik, Dom Żółwi). Tu też znajduje się jedna z najdziwniejszych piramid świata, która nie ma podstawy prostokątnej, jak wszędzie, ale w kształcie owalu. Kolejnym ekscentryzmem była metoda jej rozbudowy. Wszystkie piramidy Ameryki Środkowej były rozbudowywane w ten sposób, że na jednej piramidzie budowano kolejną, niczym rosyjskie babuszki. Tu ograniczono się do postawienia świątyni na tyłach już istniejącej. Efektem tego są trzy świątynie znajdujące się na szczycie jednej budowli. Uxmal powstało na terenach ubogich w wodę. Woda deszczowa była tu wielkim bogactwem i przechowywano ją w olbrzymich zbiornikach wydrążonych w kamieniu i pokrytych warstwami gipsu. Pewnie dlatego olbrzymią czcią otaczano tu Chaca Moola – boga deszczu, którego wizerunki spoglądają na nas z prawie każdej budowli. Elementy charakterystyczne dla architektury Majów można tu obejrzeć na każdym kroku. Nie wiadomo, jakie jeszcze tajemnice cywilizacji Majów kryją gęsto porośnięte tereny w Uxmal.
Niezwykła, bo o owalnej podstawie, Piramida Wróżbity w Uxmal. Według legendy wybudował ją w ciągu jednej nocy syn czarodziejki, który narodził się z jaja. Zwiedzaniu towarzyszą wszędobylskie, płochliwe legwany czarne.
Charakterystyczne detale architektoniczne budowli w Uxmal. Aby się nieco odprężyć przed zwiedzaniem kolejnego miasta-państwa cywilizacji Majów, udaliśmy się do Rezerwatu Biosfery w okolicach Celestun. Miejsce jest wyjątkowe, gdyż słodka woda z rzeki miesza się tu ze słoną pochodzącą z Zatoki Meksykańskiej. Takie specyficzne warunki upodobała sobie przede wszystkim kilkutysięczna kolonia flamingów różowych. Aby lepiej przyjrzeć się atrakcjom tego miejsca, wynajęliśmy łódź motorową, którą popłynęliśmy w najciekawsze miejsca rezerwatu. Z bliska mogliśmy podziwiać nie tylko okazałe flamingi, ale również czaple siwe i białe, pelikany, kormorany oraz wiele innych gatunków ptactwa wodnego. Z płycizn laguny wpłynęliśmy w ujście rzeki, by zobaczyć „skamieniały las”. Drzewa, które niegdyś znajdowały się na brzegu słodkiej rzeki, stoją teraz w głębokiej słonej wodzie i wyglądają, jakby były ze skały. W tych namorzynowych lasach znajduje schronienie wiele gatunków zwierząt i ptaków. Pośród gęstych, pokręconych korzeni co rusz przemykają węże, a nawet krokodyle.
Wszędobylska zieleń skrywa wiele tajemnic.
„Różowa” laguna – ostoja tysięcy ptaków i jedyne takie miejsce w Meksyku.
Fragment namorzynowego lasu ze „skamieniałymi” drzewami. Do Izamal przyjechaliśmy wczesnym rankiem. Miasto robiło wrażenie opuszczonego. Co jakiś czas spotykaliśmy ludzi, którzy spokojnie przechadzali się ulicami, nigdzie się nie spiesząc. Może to pora dnia sprawiła, że to kilkunastotysięczne miasteczko jeszcze się nie obudziło. Jednak w czasach prekolumbijskich było ono potęgą religijną i polityczną. Mieściło się tu centrum kultu bóstw Majów. Do dziś pozostał ślad tamtych czasów w postaci ruin bardzo wielu, jeszcze nieodrestaurowanych piramid. Izamal ma przydomek „żółtego miasta”, domy w centrum mają bowiem żółty kolor, a nad nimi króluje również żółty klasztor Franciszkanów z największym dziedzińcem ze wszystkich meksykańskich klasztorów. Zbudowali go Hiszpanie z kamieni pochodzących ze zburzonej piramidy. Tak zresztą zbudowali większość świątyń w Meksyku.
Wzniesiony na piramidzie klasztor Franciszkanów, w którym kilka lat temu na ścianie odkryto oryginalne XVI-wieczne freski. Miejsce to odwiedził w 1996 roku papież Jan Paweł II, który dokonał uroczystej koronacji Dziewicy z Izamal. Zwiedzanie Meksyku powoli dobiega końca. Udaję się jeszcze do Chichén Itzy – najsłynniejszego starożytnego miasta na Jukatanie, najczęściej odwiedzanego miejsca związanego z kulturą Majów. Majowie zbudowali je na początku naszej ery, ale największy rozkwit miasto przeżywało od około 450. roku do X wieku, gdy podbili je Toltekowie. Nie tylko przekazali oni Majom styl architektoniczny, ale także narzucili im własną kulturę i obrzędy religijne. Podczas zwiedzania ruin miasta bardzo wyraźnie widać przenikanie się kultury Majów z kulturą Tolteków. Na każdym kroku można spotkać czczonego przez Majów boga deszczu Chaca oraz tolteckiego Pierzastego Węża. Najważniejszym i najokazalszym obiektem Chichén Itzy jest Świątynia Kukulkana (Kukulkan to w języku maja Quetzalcoatl, czyli Pierzasty Wąż) wzniesiona na 25-metrowej, okazałej piramidzie widocznej zaraz po wejściu na teren ruin. Mimo że stosunkowo mała, dzięki swej elegancji stała się chyba najbardziej znaną piramidą świata. To swoisty kalendarz Majów dzięki precyzyjnie zaprojektowanej liczbie platform i schodów. W porze wiosennego i jesiennego zrównania dnia z nocą na ścianie północnych schodów cień tworzy serię trójkątów, dających efekt pełzającego węża – w marcu wspinającego się na szczyt piramidy, a we wrześniu schodzącego w dół. Złudzenie świetlistego węża indiańcy kapłani tłumaczyli jako znak od Boga wskazujący czas rozpoczęcia zasiewów lub zbioru plonów. W tym czasie do tego miejsca ciągną nie tylko ogromne rzesze turystów, chcących doświadczyć magii tego miejsca, ale także rodowici Meksykanie, by uczcić tradycje swoich przodków. Mówi się, że Meksyk to magia i mistyka, a jego istotę zrozumie tylko ten, kto ujrzy Boga Kukulkana pod postacią świetlistego węża pełzającego po tej piramidzie. W mieście znajduje się też 8 boisk do gry w pelotę, w tym jedno największe w całej Ameryce Środkowej z niesamowitą akustyką. Na uwagę zasługują także Świątynia Wojowników z przylegającym do niej Dziedzińcem Tysiąca Kolumn, a także Świątynia Jaguara oraz Platforma Czaszek. Stanowisko archeologiczne w Chichén Itzá, jak wiele obiektów w Meksyku, znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, a ponadto kilka lat temu stało się jednym z siedmiu nowych cudów świata.
Świątynia Kukulkana została wzniesiona na piramidzie schodkowej złożonej z dziewięciu tarasów. Z czterech stron prowadzą na szczyt piramidy schody, które mają 91 stopni (razem 364 stopnie), 365 stopień (czyli liczba dni w roku) stanowi wejście do wnętrza świątyni. Schody u dołu schodów zdobią strzegące świątyni głowy Pierzastego Węża.
Przypuszcza się, że wieża ze spiralnymi schodami, nazwana przez konkwistadorów Ślimakiem, służyła do obserwacji astronomicznych. Okna w ścianach odpowiadają położeniu niektórych gwiazd w najważniejszych dniach kalendarza Majów.
Wielu Majów mieszka jeszcze dziś w takich chatach.
Kierując się wyboistą kamienną drogą, na północ od Chichén Itzy trafiamy do Cenote Sagrado (Świętej Studni). To właśnie od niej wywodzi się nazwa miasta. Ten niesamowity naturalny zbiornik ma średnicę 60 metrów i głębokość 35 metrów, a jego ściany pokrywają pędy roślin. Na dnie odkryto dużą liczbę szkieletów 8-13-letnich chłopców, prawdopodobnie ofiar rytualnych obrzędów. To imponujące miejsce zakończyło pełną wrażeń podróż po Meksyku. Przed powrotem do Polski zaplanowano jeszcze krótki pobyt w Cancun – mieście o wyjątkowo krótkiej historii. Niespełna 50 lat temu postanowiono wybudować tu światowe centrum wypoczynkowe, które mogłoby konkurować ze zlokalizowanym na zachodnim wybrzeżu Acapulco. W ten sposób zagospodarowano przepiękny odcinek plaży nad Morzem Karaibskim, które należy do najcieplejszych i – ze względu na wspaniały turkusowy kolor – także do najpiękniejszych mórz świata. Pierwszy hotel powstał tu w 1974 roku, a dziś rokrocznie przyjeżdżają tu miliony turystów, by skorzystać z uroków białych plaż i gwarantowanej przez cały rok pogody. Cancun nadal dynamicznie się rozwija – wciąż powstają nowe hotele, których jest już prawie 30 000. Ten zdominowany przez amerykańskich i europejskich turystów kurort stał się najbardziej luksusową miejscowością Meksyku, nadaje się bowiem idealnie do beztroskiego wypoczynku. Przyciąga nie tylko osoby lubiące się wygrzewać na słońcu i sączyć kolorowe drinki pod palapą, ale także entuzjastów nurkowania, windsurfingu, żeglarstwa i innych sportów wodnych.
Cancun jest idealnym miejscem pozwalającym zapomnieć o codziennych troskach i korzystać z uroków białych plaż i ekskluzywnych hoteli. Dla mnie pobyt w Cancun był świetnym relaksem po dość wyczerpującej wędrówce po Meksyku. Aby obejrzeć tylko niektóre z ciekawszych miejsc tego kraju, przejechaliśmy prawie 4000 km – od Pacyfiku do Morza Karaibskiego i Zatoki Meksykańskiej. Ale tylko w ten sposób mogliśmy obejrzeć malownicze miasta z okresu kolonializmu, kolorowe wioski indiańskie czy też okryte tajemnicami piramidy i monumentalne budowle pamiętające czasy dawnych cywilizacji. Trzeba było pokonywać te setki kilometrów, aby podziwiać piękne krajobrazy, okazałe kaniony i spektakularne wulkany. Nigdy nie zapomnę smaku tortilli czy tacos, tequili i rozbrzmiewającej wszędzie muzyki granej przez mariachi. Meksyk to również wspaniali i przyjaźni ludzie, niezwykle przywiązani do religii i kultury. To dzięki nim mogliśmy poczuć prawdziwego ducha tego miejsca i przeżyć pełne wrażeń i przygód wakacje w Meksyku – kraju o stu twarzach. |

























