Światowa radiologia stomatologiczna gościła na Tajwanie

Światowa radiologia stomatologiczna gościła na Tajwanie

 Relacja prof. dr hab. Ingrid Różyło-Kalinowskiej, prezydenta elekta EADMFR

W dniach 25-29 kwietnia 2017 r. odbył się w Kaohsiung (drugie największe miasto Tajwanu) 21. Międzynarodowy Kongres Radiologii Stomatologicznej i Szczękowo-Twarzowej organizowany przez International Association of Dentomaxillofacial Radiology (IADMFR) (fot. 1).

W programie kongresu znalazły się wykłady na zaproszenie, prezentacje ustne i plakatowe oraz kurs przedkonferencyjny poświęcony nowościom w technologii badań tomografii stożkowej (CBCT). Wiodącymi tematami zjazdu były: postępy w radiografii cyfrowej i tomografii stożkowej, obrazowanie MR i USG w stomatologii i radiologii szczękowo-twarzowej, diagnostyka obrazowa stawów skroniowo-żuchwowych, jak również dozymetria stomatologicznych badań rentgenowskich.
Wśród wykładowców zaproszonych do wygłoszenia wykładów plenarnych znalazły się takie znamienitości radiologii stomatologicznej i szczękowo-twarzowej, jak prof. Reinhilde Jacobs z Katolickiego Uniwersytetu w Leuven (Belgia), aktualny sekretarz generalny IADMFR (fot. 2). Jej wykład poświęcony był „erze po CBCT”, czyli przyszłości stomatologicznej diagnostyki obrazowej – od wirtualnego pacjenta do biodruku. Warto przy tym wspomnieć, że prof. Jacobs gościła z wykładem na konferencji „Nowe Horyzonty Radiologii Stomatologicznej” w Lublinie w październiku 2016 r., zorganizowanej przy udziale Wydawnictwa Czelej i pod patronatem „Magazynu Stomatologicznego”.
Wykład poświęcony mikro-CT przedstawił prof. Yoshinori Arai z Japonii, jeden z twórców technologii tomografii stożkowej. Aktualny prezydent Towarzystwa IADMFR, Jie Yang z USA (fot. 3), zaprezentował amerykańskie wytyczne dotyczące stosowania tomografii stożkowej i teleradiologii.

Fot. 1-3



Tematyka wielu wykładów obracała się wokół diagnostyki obrazowej stawów skroniowo-żuchwowych – wystąpienia z tego zakresu przedstawili prof. Tore A. Larheim z Norwegii, niekwestionowany autorytet na polu światowym w tej dziedzinie, jak też prof. Andres Brinner z Chile, który mówił o High Resolution CBCT, i prof. Kazuya Honda z Japonii, który omówił perspektywy artrografii w radiologii.
Jako zaproszony prelegent wygłosiłam wykład plenarny poświęcony roli tomografii stożkowej w ortodoncji pt. „CBCT in orthodontics – not only impacted canines!” (fot. 4, 5), a także przedstawiłam cztery doniesienia zjazdowe zakwalifikowane do programu naukowego i prowadziłam jedną z sesji naukowych.
Z kolei prof. Sharon Brooks, wieloletnia redaktor naczelna najważniejszego i najwyżej punktowanego czasopisma naukowego w dziedzinie radiologii stomatologicznej, tj. „Dentomaxillofacial Radiology”, poprowadziła prezentację i dyskusję ciekawych przypadków radiologicznych. Wśród tematów krótkich doniesień ustnych zwracały uwagę prace poświęcone obrazowaniu przestrzeni powietrznych górnych dróg oddechowych, elastografii, jak i niskodawkowej tomografii stożkowej. Liczne plakaty pozwoliły na zapoznanie się między innymi z ciekawymi opisami przypadków, z których wiele bardzo rzadko spotyka się w populacji polskiej, ponieważ choroby te związane są np. z infestacją pasożytniczą czy też odmiennymi warunkami środowiskowymi (fot. 6). Obrady kongresu poprzedził kurs przedkonferencyjny poświęcony nowościom w tomografii stożkowej (fot. 7).
Oprócz uczestnictwa w samym kongresie brałam też udział w licznych zebraniach Zarządu IADMFR, którego jestem członkiem jako dyrektor regionalny na Europę, jak też jako członek Komitetu Nominacyjnego (fot. 8). W czasie tego kongresu odbyło się także posiedzenie Zarządu Głównego European Academy of Dentomaxillofacial Radiology, (EADMFR), na którym zostałam jednogłośnie wybrana prezydentem elektem tej Akademii (fot. 9).

Fot. 4-9



EADMFR to towarzystwo skupiające osoby związane z radiologią stomatologiczną i szczękowo-twarzową – nie tylko dentystów i radiologów, ale również informatyków, techników elektroradiologii, inżynierów i fizyków medycznych. Do zadań statutowych EADMFR należy promowanie radiologii stomatologicznej i szczękowo-twarzowej w badaniach naukowych, praktyce klinicznej i edukacji poprzez wymianę doświadczeń i doskonalenie zawodowe jej członków. Towarzystwo funduje także nagrody naukowe i granty podróżne dla wyróżniających się przedstawicieli.
Oprócz kongresów europejskich organizowanych co dwa lata, od 2014 roku EADMFR organizuje tzw. Junior Meetings, czyli spotkania młodych naukowców i rezydentów związanych z radiologią stomatologiczną i szczękowo-twarzową. Celem tych spotkań jest nie tylko zdobywanie wiedzy i umiejętności realizowane poprzez udział w wykładach, warsztatach i projektach grupowych, ale także nawiązywanie kontaktów naukowych i osobistych przyjaźni, które w przyszłości będą procentować współpracą międzynarodową. Trzecie spotkanie z cyklu Junior Meetings zorganizowałam w Lublinie w lutym 2016 r. Warto przy tym zwrócić uwagę, że ponad połowa kandydatów do nagrody naukowej za doniesienie zjazdowe na omawianym kongresie IADMFR na Tajwanie to uczestnicy wcześniejszych Junior Meetings, co jasno wskazuje, że decyzja o organizowaniu takich spotkań naukowo-szkoleniowych dla młodzieży była strzałem w dziesiątkę, a z wychowanków Europejskiej Akademii można być dumnym.
Stanowisko prezydenta elekta EADMFR to wielkie wyróżnienie dla mnie osobiście, ale przede wszystkim dla krajowej stomatologii i radiologii, ponieważ nikt z Polski nie pełnił jeszcze tak wysokiego stanowiska w zarządzie europejskiego towarzystwa radiologii stomatologicznej i szczękowo-twarzowej.
Jako prezydent elekt ściśle współpracuję z urzędującym prezydentem EADMFR prof. Evą Levring-Jåghagen z Uniwersytetu w Umeå w Szwecji i ustępującym prezydentem, tzw. Immediate Past President – prof. Kaanem Orhanem z Uniwersytetu w Ankarze w Turcji, jak też z zarządem głównym Akademii. Do moich obowiązków jako prezydenta elekta należy redagowanie newslettera EADMFR, współorganizacja spotkań Akademii w 2018 r., tj. kolejnego Junior Meeting w lutym w Budapeszcie i 16. Europejskiego kongresu w czerwcu w Lucernie w Szwajcarii. Przede mną wiele zadań i wyzwań, a zakres obowiązków zwiększy się znacznie w 2018 r. w chwili objęcia faktycznego przewodniczenia Akademii. W 2019 roku będę reprezentować Europę na kolejnym zjeździe IADMFR w Filadelfii (USA), a w ciągu trwania mojej kadencji współorganizować 17. Europejski Kongres Radiologii Stomatologicznej i Szczękowo-Twarzowej w Jerozolimie (Izrael).
W 2011 roku EADMFR opublikowało dokument pt. Radiation Protection: Cone Beam CT for Dental and Maxillofacial Radiology. Evidence based guidelines, który został oficjalnie przyjęty jako stanowisko Komisji Europejskiej odnośnie do tomografii stożkowej i wpisany pod nr 172 w dziale ochrony radiologicznej. W związku z szybkim tempem rozwoju technologii w tomografii stożkowej, jak też lawinowo rosnącą liczbą instalacji tomografów tego typu, głównie w gabinetach stomatologicznych, istnieje pilna potrzeba aktualizacji tego dokumentu.
Wyjazd na Tajwan był dla mnie szczególną okazją do poznania kraju, z którego pochodzi duża część studentów aktualnie kształcących się w Uniwersytecie Medycznym w Lublinie na kierunku lekarsko-dentystycznym. Moi studenci tajwańscy pomogli mi szczegółowo zaplanować mój wyjazd, nauczyli podstawowych zwrotów w języku mandaryńskim, a właściwie jego tajwańskiej odmianie, a nawet pożyczyli adaptery do lokalnych gniazdek elektrycznych. Jestem niezwykle wzruszona, że nie zapomnieli o mnie absolwenci naszej Alma Mater – niektórzy z nich wzięli udział w konferencji w Kaohsiung (fot. 10), a ci, którzy nie mogli tego zrobić z powodu obowiązków zawodowych, zorganizowali wspólną kolację w Tajpej (fot. 11).

Fot. 10, 11



Było mi bardzo miło spotkać się z nimi i usłyszeć, że kończąc UM w Lublinie zostali dobrze przygotowani do pracy lekarza dentysty na Tajwanie, ale również że tęsknią za Polską i że planują przyjazd do naszego kraju za kilka lat, aby pokazać swoim dzieciom miejsca, w których rodzice spędzili swoje studenckie lata. A na pytanie, jakich polskich potraw najbardziej im brakuje, padły słowa: pierogi, żurek i golonka…
Również dzięki studentom miałam okazję zwiedzić Tajwan – od portowego miasta Kaohsiung na południowo-zachodnim wybrzeżu tej wyspy poprzez jej górzysty środek, słabo zamieszkane wschodnie wybrzeże aż po położoną na północy kraju stolicę wyspy – Tajpej. Duże miasta Tajwanu są gęsto zabudowane, stosunkowo mało w nich zieleni i zabytków, nic więc dziwnego, że w weekendy i dni wolne od pracy Tajwańczycy masowo wyruszają poza obszary zabudowane. A tam jest co podziwiać, bowiem natura hojnie obdarzyła Tajwan. W centrum wyspy znajduje się Narodowy Obszar Krajobrazowy Alishan, uważany za jeden z najbardziej malowniczych w całej Azji (fot. 12).

Fot. 12



Na tym obszarze znajdują się góry Ali (słowo „shan” oznacza góry, a jego ideogram rzeczywiście przypomina szczyty górskie 山), w których aż 25 szczytów mierzy ponad 2000 m n.p.m. Góry porastają gęste lasy długowiecznych drzew, niekiedy nawet ponad 500-letnich gigantów. Można je zobaczyć, nie przedzierając się przez gęstwiny leśne, gdyż stworzono przyjazną dla turystów trasę przebiegającą drewnianymi schodami i kładkami wśród drzew. Kolejną atrakcją gór Alishan jest kolej wybudowana przez okupujących Tajwan Japończyków w pierwszej dekadzie XX wieku. W owym czasie służyła jako środek transportu – dowoziła drwali do miejsc pracy i przewoziła drewno. Jej budowa była okupiona licznymi ofiarami, gdyż wytyczono ją w trudnych warunkach górskich, a na jej trasie skonstruowano 50 tuneli i 77 drewnianych mostów. Obecnie stanowi atrakcję dla turystów i chyba każdy Tajwańczyk zna widok charakterystycznego czerwonego pociągu spalinowego wyłaniającego się z zza kwitnących wiśni japońskich, które właśnie Japończycy sprowadzili na Tajwan. Niestety moja wizyta w Alishan przypadła tuż po okresie kwitnienia wiśni i nie mogłam zobaczyć drzew obsypanych kwiatami. Na tych wysokościach uprawiana jest najlepsza gatunkowo herbata – tzw. wysokogórska. Warto odwiedzić plantację herbaty, a także dowiedzieć się, jak należy parzyć herbatę. Po takiej ceremonii chyba nikt już nie będzie chciał sięgać z własnej woli po herbatę ekspresową, ale z drugiej strony kto ma obecnie czas, aby jedną porcję zielonej herbaty zaparzać od 5 do 7 razy po 50 sekund w malutkich czajniczkach.
Następnym przystankiem na mojej drodze, a zarazem kolejnym ulubionym miejscem wypoczynku Tajwańczyków, było jezioro Sun Moon (fot. 13). Jego romantyczna nazwa kojarzyła mi się z odbiciem słońca i księżyca w tafli tego największego zbiornika wodnego Tajwanu, ale w rzeczywistości odzwierciedla podobieństwo wschodniej części jeziora do słońca, a zachodniej do księżyca. Faktycznie nie jest to jednak jezioro, a zalew – kolejne osiągniecie architektoniczne Japończyków, którzy zlecili wybudowanie tamy na początku XX wieku. W efekcie głębokość zbiornika wzrosła z 9 m do 27 m, a przy tym zalaniu uległo wiele świątyń oraz w dużej mierze zatopiona została wyspa Lalu – święta wyspa aborygeńskich ludów Thao. Koleje jej losu potoczyły się dramatycznie, gdyż w bardzo silnym trzęsieniu ziemi z 1999 r. pod wodą znalazła się większa część wyspy wraz z pawilonem ceremonialnym. Świątynie nie zostały przeniesione na wyżej położone tereny, natomiast w zamian wybudowano spektakularną świątynię Wen Wu.

Fot. 13



Nad brzegami Sun Moon Lake swoją letnią rezydencję miał Prezydent Chiang Kai-shek i do jego śmierci okolice posiadłości były niedostępne dla zwykłych Tajwańczyków. Obecnie można przechadzać się po nabrzeżu, którym kiedyś spacerował Chiang Kai-shek i podziwiać niezliczone promy w kilka minut pokonujące taflę jeziora i przewożące turystów od jednej atrakcji turystycznej do drugiej. Jedna z przystani promowych jest li tylko wyrazem siły reklamy – od 30 lat ta sama rodzina sprzedaje w drewnianej budce jajka gotowane w herbacie, których smak ma być wyjątkowy, nie mówiąc o brązowym kolorze białka. Są one tak popularne, że owa rodzina stała się dzięki nim posiadaczami kilku promów i domów znajdujących się nad brzegami Sun Moon Lake.
Lecąc na Tajwan, nie spodziewałam się, że jest to aż tak górzysta wyspa i pokonanie wydawałoby się krótkiej trasy w linii prostej wiąże się z kilkugodzinną jazdą serpentynami, w dodatku cały czas z duszą na ramieniu, gdyż często w górach dochodzi do osuwania się ziemi i skał, zwłaszcza po deszczach. Z drugiej strony taka podróż obfituje w miejsca widokowe oraz niespodziewane spotkania z leśnymi zwierzętami wychodzącymi na drogi. U nas są to dziki i łosie, a na Tajwanie małpy. Przejazd z okolic jeziora Sun Moon na wschodnie wybrzeże obejmuje pokonanie najwyżej zbudowanej na tej wyspie drogi leżącej w najwyższym punkcie na 3200 m n.p.m. Tajwańczycy uwielbiają fotografować się w takich miejscach, dlatego wszędzie spotkać można głazy z nazwami punktów widokowych czy atrakcji turystycznych. Jako że pierwszy maja to dzień wolny od pracy także na Tajwanie, okazało się, że setki podróżujących w tym dniu osób też chce mieć zdjęcie przy takim pamiątkowym kamieniu w najwyższym punkcie drogi i zrobił się tam wręcz korek. Dla przyzwyczajonych do ciepłego i wilgotnego subtropikalnego klimatu miejscowych turystów było zimno na tej dużej wysokości nad poziomem morza, ale w porównaniu z tegoroczną polską wiosną nam wcale nie było tam chłodno.
Nagrodą za wielogodzinne pokonywanie górskich zakrętów okazała się wieńcząca dzień wizyta w wąwozie Taroko, którym rzeka Liwu uchodzi do Oceanu Spokojnego. Jest to kolejny niezwykle malowniczy zakątek Tajwanu – szumiąca woda, marmurowe głazy, pionowe ściany, tunele, wiszące mosty, gniazdujące w skałach jaskółki i bujna roślinność sprawiają, że nie można się oprzeć czarowi tego miejsca (fot. 14). Ostatni dzień podróży w kierunku Tajpej upłynął na podziwianiu Pacyfiku – od plaż w okolicach wąwozu Taraoko, poprzez klif Quingshui wnoszący się na 2408 m od poziomu plaży (fot. 15) i termalne źródła w Yilan po Yehliu Geopark (fot. 16). To ostatnie wymienione miejsce to formacja geologiczna rozciągająca się na 1700 m w kierunku oceanu, na którą składają się liczne ostańce, którym nadano romantyczne nazwy, jak np. Głowa Królowej. Ta właśnie formacja skalna jest tak popularna, że stoi się do niej w kolejce, a na ziemi namalowano oznaczenia, w którym miejscu najlepiej stanąć, aby ujęcie fotograficzne było najładniejsze. Oczywiście skał nie wolno dotykać, czego pilnują wszechobecni strażnicy z gwizdkami, ale i tak lepiej z własnej woli się nie zbliżać zanadto do skał z powodu grożących słonych kar – na przykład zniszczenie wyżej wymienionej Głowy Królowej kosztować może 500 tysięcy dolarów tajwańskich, co w przybliżeniu daje kwotę 50 tysięcy złotych.

Fot. 14-16



Dwa lata temu relacjonowałam na łamach „Magazynu Stomatologicznego” poprzednią konferencję IADMFR, która odbyła się w Chile, kraju leżącym w strefie sejsmicznej. Podobnie jest na Tajwanie, gdzie środki bezpieczeństwa zostały jeszcze zaostrzone po wielkim trzęsieniu ziemi z 1999 roku. Jego magnituda osiągnęła 7,7 w skali Richtera, a życie straciło wówczas 2415 osób i ponad 11000 zostało rannych. Trzęsienia ziemi są tak powszechne na Tajwanie, że moi studenci proponowali, aby traktować je jako naturalne rozładowanie energii ziemi i uciekać z budynku tylko wówczas, gdy przedmioty będą poruszały się w kierunku góra-dół, ponieważ przesunięcia w poziomie nie są groźne. Może tylko nieswojo co wieczór kłaść się spać w pokoju hotelowym, gdzie przy łóżku wisi latarka, a na szafce nocnej spoczywa instrukcja zachowania się na wypadek trzęsienia ziemi.
Wyprawa na Tajwan nie byłaby kompletna bez odwiedzenia stolicy wyspy, Tajpej, gdzie przede wszystkim należy zwiedzić jedno z najważniejszych muzeów świata – Narodowe Muzeum Pałacowe. Prezentowane w nim zbiory obejmują 700 tysięcy eksponatów sztuki chińskiej, pochodzących z Zakazanego Miasta, w większości zgromadzonych przez cesarza Qianlonga. Trudno uwierzyć, ale najcenniejszym eksponatem wystawy jest rzeźba… kapusty pekińskiej. Wykonana została z jednego kawałka nefrytu w kolorze biało-zielonym i doskonale odzwierciedla to warzywo, wraz z siedzącym na nim zielonym pasikonikiem. Jej wartość wynika z faktu, że tylko cesarza stać było na posiadanie tak unikatowego i precyzyjnie wykonanego dzieła sztuki. Innym obowiązkowym punktem zwiedzania Tajpej jest olbrzymie, ale stylowe, Mauzoleum Chiang Kai-sheka (fot. 17). Nie można też pominąć wjazdu na platformę widokową znajdującą się na 91. piętrze wieży Taipei 101, liczącej jak sama nazwa wskazuje, 101 kondygnacji nadziemnych, co daje 509,2 m wysokości (fot. 18). W latach 2004-2009 była najwyższą wieżą świata, do czasu detronizacji przez Burdż Chalifa w ZEA. Niestety zanieczyszczenie powietrza sprawia, że nie zawsze można cieszyć się dobrą widocznością z jej szczytu. Niemniej jednak już sam wjazd windą jadącą z prędkością 60 km/godzinę robi wrażenie, jako że 90 pięter pokonuje się w zaledwie 37 sekund. Budynek jest zaliczany do „Siedmiu cudów inżynierii”, gdyż został zaprojektowany tak, aby zminimalizowany był wpływ na niego trzęsień ziemi i huraganów, które często nawiedzają Tajwan. Specjalnie to tego celu skonstruowano ważący 660 ton dynamiczny eliminator drgań, zawieszony od 92. do 88. piętra, który pochłania 40% do 45% odchyleń wieży. Można go oglądać ze specjalnego wewnętrznego tarasu widokowego (fot. 19) i trudno wręcz wyobrazić sobie, że huragan potrafi odchylić ten gigantyczny ciężar aż o 1 metr!

Fot. 17-19



Tajwan nie jest jeszcze dobrze znaną, „zadeptaną” destynacją turystyczną. W 2016 r. odwiedziło go około 10 milionów turystów, z czego większość z Chin, Japonii i Korei Południowej, natomiast słowiańskich języków prawie się tam nie słyszy. Warto więc odwiedzić tę relatywnie mniej znaną część świata, służbowo lub turystycznie, czy też łącząc te dwa cele, jak to było w moim przypadku.